|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Urząd pracy?
Jak to w życiu, są chwile miodu, i chwile dziegciu. Przyszło mi odwiedzić powiatowy urząd pracy. Nie do końca z własnej winy.
Była to już trzecia próba w roku Pańskim 2012*. Dwie pierwsze spełzły na niczym: za pierwszym razem brakło numerków do rejestracji (o czym później), za drugim (zresztą za pierwszym razem też) poraziła rzesza czekających na wpisanie do rejestru bezrobotnych**. Za trzecim razem, mądrzejszy, przyjechałem 20 kilometrów do urzędu przed siódmą trzydzieści (urząd działa od 7:30 właśnie). Pierwszą czynnością, jaką należało wykonać, było zarejestrowanie się w kolejce do rejestracji. Jak się to robi? W PUP-ie w Sieradzu, po przeniesieniu go w nowe miejsce odbywa się to automatycznie. Stoi sobie niepozorna skrzyneczka - należy wcisnąć odpowiedni guziczek i odebrać kolejny numerek. Na szczęście odbyłem te dwie wcześniejsze próby rejestracji, inaczej ABSOLUTNIE nie wiedziałbym, co zrobić. W całym PUP-ie nie ma informacji***, że należy się "odkliknąć" na tej niepozornej aparaturze, nie jest napisane jak to zrobić, a kiedy bez kolejki chce się odwiedzić którąś z pań obsługujących bezrobotnych te dopiero łaskawie mówią, że należy pobrać numerek. Zazwyczaj, pocztą pantoflową, informacji udzielają współstacze kolejkowi (tak dzieje się właściwie tylko, gdy bezrobotny pragnie odhaczyć się - do rejestracji numerki skończyły się prze 9:00 i nic pan na to nie poradzisz). Pół biedy, jak pani w okienku jest uprzejma, zdażają się jednak osobniczki żywcem wyjęte z zeszłego systemu, które nieorientujących się petentów (skąd, się pytam, starszy człowiek ma to wiedzieć? przecież nie ma żadnych informacji, niczego! jestem młody, a też niezorientowany byłem póki mi życzliwy towarzysz niedoli nie wyjaśnił) obsobaczają. Wspaniała pomoc dla załamanych psychicznie utratą pracy, naprawdę*****. Zapisałem się o 7:39 (podpowiem, że okienko z rejestracją było jeszcze zamknięte, na szczęście panie zaczęły pracować przed ósmą) i byłem 42 w kolejce. Trudno, co robić, jak powiedział Ryszard Ochódzki. Trzeba czekać. Czekałem. Czekałem. Czekałem. W czasie tego czekania nachodziło mnie kilka refleksji. Większość z nich nie była miła******. Z tych łagodniejszych: "w prywatnej firmie takie ślamazarzenie równało by się wywaleniem na bruk; i to z miejsca", albo "gdyby płacono za obsłużoną osobę, a nie za godzinę zapewne odprawy trwałyby krócej". Niestety, w takim siedlisku minionego ustroju, jakim są urzędy wszelkie zmiany dla dobra petentów stają się niemożliwe. W końcu (po obskoczeniu jeszcze dwóch innych okienek - w końcu jest komputeryzacja), po godzinie 13, zostałem bezrobotnym. Po pięciu i pół godzinach. Wnioski: petent, przybywający, często z daleka, do urzędu (niekoniecznie pracy) musi przygotować się na pełne niezrozumienie maszyny biurokratycznej. Nawet pomysły usprawniające pracę urzędów (vide "komputerek") nie są dopracowane, co za tym idzie, nie usprawniają a jedynie powiększają przepaść między petentami (często załamanymi, niewykształconymi itp) a urzędem. Przybywając petent nie ma pewności, że zostanie jego sprawa załatwiona, a przygotować się musi na bieganie od Annasza do Kajfasza i odstanie swego w kolejce.... I na koniec żarcik o urzędzie pracy, który wiele mówi o tej instytucji: Przychodzi facet do urzędu pracy i pyta się w okienku: - Ma pan dla mnie jakąś pracę? - A mam - odpowiada urzędnik w okienku - 10 tysięcy na rękę, trzy miesiące wakacji, samochód służbowy... - Pan żartuje? - Żartuję, ale to pan pierwszy zaczął. * Wedle proroctw Majów, ostatnim. ** Kryzys? Jaki kryzys? *** Zapewne jest, ale gdzieś ukryta****. Do okienka "informacja" tymczasem stoi kolejka niemożebna, gdyż wydaje się tam także zaświadczenia dla bezrobotnych. **** Polecam pierwszy rozdział "Autostopem przez Galaktykę" Douglasa Adamsa. ***** To smutne, ale widać w twarzach osób długotrwale bezrobotnych jakąś taką pustość i beznadziejność w spojrzeniu. ****** Określenie "rzucałem w myslach gromy" nie oddaje całości przemyśliwań. wtorek, 10 stycznia 2012, adamadamas
|